Friday, 31 December 2010

End of the beginning

W koncu koniec 2010! Huhuh..

Skoro JUZ (TAK JUZZZZ) wstalam (dokladnie o 4:30) i czekam az te palanty (zdecydowanie zasluguja na moja nienawisc) wlacza ciepla wode cos napisze. Nie wiem o co chodzi, ale woda leci letnia ostatnio w godzinach od 2 w nocy do.. i tu wlasnie nie wiem, bo zazwyczaj chodze spac o 6 rano i jej jeszcze nie ma, mam nadzieje, ze odpala po 6 bo dzisiaj jade do Bydgoszczy na sylwestra i chce sie wykapac. O 10:30 mamy pociag. Jedziemy z Lilka, Miriam i Sewerynem (btw moje imie jest najbardziej spotykane z tych wszystkich :D).

W ogole szok, spalam jakies 2h, wiec mam nadzieje, ze nie padne dzisiaj szybko na imprezie. I mega fajnie, ze w koncu jakis sylwester nie w domu, czy nie w pubie. Mam nadzieje, ze bedzie fajnie. Litr Finlandii sie doczekal i juz jest spakowany. :drool..

Na koniec roku wypada zrobic podsumowanie.
Jak zawsze pogubilam sie z moimi obliczeniami, ale zdecydowanie koncowki roku sie nie spodziewalam:
- jestem singlem (oh yeah pierwszy raz od chyba 16 roku zycia spedzam sylwestra bez faceta :D)
- jestem bezrobotna (to tez sie mega rzadko zdarza, bo od tych kilku lat mialam praktycznie caly czas prace, zwlaszcza w tym okresie grudzien-styczen)
- nie wiem co chce zrobic w zyciu (to sie zmienia pod wplywem emocji i wypitych %, a ze jestem trzezwa i nie umiem sobie nic wkrecic stwierdzam, ze cos wymysle pod wplywem nowych emocji i wiecej wypitych%)
- choroby, ktore mnie nawidzily pod koniec roku byly jak zbitka wszystkich z calego zycia i mam nadzieje, ze skoncza sie razem z koncem roku
- horoskopy na 2010 mi sie nie posprawdzaly (jeszcze - maja jeden dzien!).. probowalam to wmowic babci zanim kupila mi milion kolejnych na nowy rok, chyba jednak bez skutku
- pod wplywem fajnych rzeczy w tym roku moge powiedziec, ze zajebiscie jest skonczyc jako singiel. Cieszy mnie fakt, ze wszystkie (az cale 2) zwiazki w tym roku sie skonczyly
- szalenstwo na rok: no poszalalam, jednak niewystarczajaco, bo wcale nie chce by kolejny rok byl taki jak ten, chce by byl lepszy
- zranione dusze: kilka osob zranilam (albo tak im sie wydaje, moim zdaniem wyrzadzilam im duza przysluge wytykajac bledy i pokazujac co maja ogarnac)
- zdecydowanie nadrobilam pod wzgledem fizycznym.. przyjmujac, ze X to jest ostateczna liczba na dzien dzisiejszy, to 50% z X bylo wlasnie w 2010 (szalenstwo)
- ZYJE, wiec mozna powiedziec, ze nie bylo tak zle!

Podchodzac do postanowien noworocznych. Czasami je mialam, czasami nie. Jestem na tyle niesystematyczna, ze zycze sobie systematycznosci, ale nie moge zrobic z tego postanowienia bo musiala bym cala siebie zmienic a to nie o to chodzi. I love myself the way I am. Jest za to jedna sprawa, ktora koniecznie musze zrobic. Mianowicie przezyc rok 2011 tak, bym pod koniec powiedziala 'chce by 2012 byl chociaz w polowie tak dobry jak 2011'! I tego bede sie trzymac! Chce wielkiego pierdolniecia, ZYC na maxa, moge nawet skonczyc na ksiezycu, bede starac sie w ogole dozyc do konca :D. Zycie jest jedno i nie chce sobie pluc w twarz, ze czegos nie zrobilam, bo sie balam a pozniej nastepna okazja sie nie nawinie..

MGMT - Time To Pretend - ta piosenka idealnie obrazuje moj tok myslenia..


'This is our decision to live fast and die young
We've got the vision, now let's have some fun!'

Tuesday, 28 December 2010

Lustro


Wyzdrowialam. Kilka dni przed swietami latalam po lekarzach, nawet do szpitala trafilam.. co z tego mam? Pelno badan, pierwsza w zyciu kroplowke, peknieta zyle i siniaka na kilka tygodni, pelno srodkow przeciwbolowych, katar i kaszel (ale lepsze to niz ten bol co mialam), skierowanie na dalsze badania, zwolnienie lekarskie do 5.01.2011..

Poza choroba nawet tez sie dzialo. Swieta. Mama obchodzi, wiec obiad byl, choinka, prezenty i od uja jedzenia. Pewnie przybralam kolejne 100kg, but who cares? Nawet sie z rodzina widzialam, ale jeszcze by mi wypadalo babcie odwiedzic.

Co to innych tematow. Gra skonczona. Ktos inny dostal trofeum, ale ja wygralam. Spokoj ducha, kolejne przemyslenia, nowe drogi i wyjscia z sytuacji. Czuje sie zadowolona, ale jednak nadal na cos czekam.

Kilka dni do konca roku, ja nie oddalam projektow (moge sie tylko tlumaczyc brakiem weny spowodowanym umieraniem).. bedzie tez spokoj, bo siora leci do londynu i bede miala do 2.01 wakacje w domu! A co do mojego sylwestra, narazie mam 2 opcje: jechac do znajomego na domowke do Bydgoszczy albo siedziec w domu.. zobaczymy.. nie bede jednak sama, mam litr Finlandii ;D..

A z podniet ostatniej chwili? Gadalam na facebooku ze Scottem Puteskym ;D.. on gral razem z Marilynem Mansonem na samym poczatku jak jeszcze byl projekt Marilyn Manson and the spooky kids ;D.. jaka podnieta jak go zobaczylam online na facechatcie! Takze zagadalam z zyczeniami noworocznymi, a on kontynuowal rozmowe i powiedzial, ze jego rodzina od str ojca jest z jakiejs wsi w polsce, pytal sie mnie co robie, wyslalam mu link do mojego flickra i on ogladal! Bo sie pytal o cmentarze w polsce, pytal sie o koncerty, nawet pisal do mnie po polsku specjalnie z translatora ;D.. powiedzial, ze odwiedzi polske na bank na swojej trasie ;D. Godzine z nim przegadalam! Jesli ktos mnie zna, albo wie chociaz, ze MM to moj ulubiony zespol muzyczny zycia, tez wie, jaka mi to sprawilo radosc (choc pewna osoba konkretnie mnie zdenerwowala mowiac, ze to i tak postac wirtualna i ze w zyciu z nim na zywo nie pogadam [poza tym kto wie, dla mnie ostatnio wiele jest mozliwe]).. super radosc na koniec 2010 (choroba byla odwrotnoscia).

Duzo tez mi dal do myslenia film 'Dorian Gray' (swoja droga boskie imie). Polecam.

Musze sie przestawic bo chodze coraz pozniej spac >.<.. jednym by sie powiedzialo 'dzien dobry', ja mowie dobranoc.

Tuesday, 21 December 2010

better of two evils

Huh, nawet nie mialam ochoty nic pisac, tak sie zle czulam.. Juz delikatnie lepiej, ale lekarz powiedzial, ze prawdopodobnie zapalenie woreczka zolciowego (wdf) no i jutro ide na 7 na badania (niecale 3h snu o ile w ogole :P) a kolo 15 na odbior wynikow do chirurga do szpitala :P Oczywiscie beda mi krew pobierac ;( a jak sie okaze, ze mam tam zostac bo cos serio mam to masakra :P.

Dobra, nota miala byc o w ogole innej parze kaloszy (tak wiem, za duzo mowie o sobie :P).. Chodzi o to, ze duzo ludzi knuje i robi podchody. Jak takie 'poke' na fejsie, ale w bardziej serio intencji. Zwlaszcza w robieniu wiecej szkod. I kazdy ma dokladnie ta swiadomosc. Jedna osoba czeka na druga, az sie potknie. By sie smiac z szyderczym usmiechem. I taka gra od jakiegos czasu. Powiem tyle - mi sie mega podoba. To jak szachy Kazdy podchodzi blizej konca, Kazdy chce zabic krola i krolowa. Kazdy jedzie z podobna predkoscia na koniach. Stoi na wiezy i obserwuje. I przy tym kazdy ma bardzo pokerowa twarz.

Tyle o grze. Kto wygrywa? Zapewne wkrotce sie okaze..

Sunday, 19 December 2010

Cialo umiera

Czuje sie tak paskudnie, ze nie da sie tego opisac. Porownac moge jedynie z wrazeniem jak bolaloby cialo, gdyby zostalo przejechane przez TIR. Kregoslup mi sie odkleja od plecow, kolana wyginaja w druga strone. Brzuch boli niemilosiernie, czuje kazdy najmniejszy miesien na moim ciele. Nawet wlosy mnie bola i paznokcie. Skora jest tak wrazliwa, poobdzierana, krwawiaca. Tak sie bawie.

Dlatego tez wymyslilam dla siebie postanowienie koncoworoczne - bez szalenstw. To co sie dzialo przez ostatni tydzien to jakas czysta masakra. A cialo bedzie jeszcze jakis czas leczyc sie z tych paskudnych rzeczy. Chociaz slyszalam teorie, ze to moze byc poczatek grypy. Nie sadzilam, ze cialo moze tak bolec.. Jest jednak wielki plus. Nie czuje bolu psychicznego.

Silne proszki przeciwbolowe i blogostan. Szkoda, ze cialo boli bardziej, ze umiera.

Thursday, 16 December 2010

xXx

Mam zresetowany mozg. Powinnam juz dawno spac. Mowie do tylu.

Uwielbiam sobie siedziec w pokoju, patrzec na moj sufit, ktory przypomina zatopione kredki. Ogladac serial. Teraz jestem na etapie 'Six feet under' - bardzo ciekawe, podoba mi sie klimat filmu. 

Zastanawiam sie czasami, czy mozna zyc dusza artysty. Byc artysta, ale wszystkie prace i wizje miec w glowie. Czy lenistwem jest fakt, ze nie przelewam tego na jakas forme namacalnej sztuki? A moze wcale nie chce by ktokolwiek widzial to co czuje. Wszystkie paranoiczne wyplucia przelewam na slowa. Ta forma jest jedna z trudniejszych, zwlaszcza przy moim dosc malym zasobie slow. Artystyczna praca - nie moge sie tez zabrac. Wena, mam ja, ale lenistwo bierze gore. 

Musze sie wziac w garsc. Zaczne od snu.

Tuesday, 14 December 2010

teoria mindfuck'a

Manipulacja to ciezka bron. Kto umie sie nia poslugiwac praktycznie moze wszystko. Stosowana jest w wielu dziedzinach. W roznych kwestiach i na roznych poziomach. Kazdy sie jej moze nauczyc. Mozna sie nawet nauczyc obrony przed mindfuckiem.

Sa ludzie co rodza sie ze zdolnoscia prania czyjegos mozgu. Tak samo jak sa ludzie zupelnie nieswiadomi - idealne ofiary. Nastepnie sa ludzie, ktorzy chca byc ofiara swiadomie, pozniej odwrocic cala sytuacje i z podwojna moca uderzyc w oprawce.

Ostatnio wokol mnie dzieje sie kilka takich sytuacji. Ostatnio.. sama pracowalam w fabryce 'idealnego dotarcia do klienta' przez 1,5 roku. Jednak sama dziedzina interesuje sie juz od kilku miesiecy wczesniej.

Myslalam, ze bron jest idealna, gdy ofiara jest idealna. Znalazlam rozne typy osobowosci by postosowac rozne teorie w praktyce. Dziala bardzo dobrze. I pewnego pieknego dnia kosa trafila na kamien. Czuje sie, jakby moj mozg zostal polany rozpuszczalnikiem. Do tego wszystkiego kilka dodatkowych substancji - manipulacja pomieszana z dawka dobrego stylu i tajemniczego usmiechu. I oto jestem. Ofiara wlasnych teorii spiskowych.

Monday, 13 December 2010

Para-Noir

Cos sie stalo z moja glowa. Czy to pogoda sprawila, ze moj humor wyjebal sie na lodzie i lezy i kwiczy? Chcialabym wiedziec jak moge zaradzic wszechpanujacemu stresowi.. a moze to strach?

Przed czym mam w ogole ten strach.. Tu nie chodzi o prace, bo tu nie widze problemu. Cos innego mnie droczy, siedzi jak kawalek szkla w palcu i przy kazdym najmniejszym nacisku boli niemilosiernie. To kwestia malego nieporozumienia, jakie zaistnialo od ostatnich dni. I wlasnie sama jestem szklem i sama palcem. Sama sie nawet naciskam. Zamiast sie rozluznic i pozwolic by samo wyszlo.

Glowa w chmurach, umysl w piekle, cialo na ziemi. Tak sie porozdzielalam i nie moge znalezc kleju by kawalki ze soba polaczyc. Najgorszy jest ten caly szum informacyjny. Tysiacpiecset skojarzen, wzorow i przekonan, a prawda jest taka prosta. Ostatecznie potrzeba czasu by wyleczyc rane, blizna pozostanie. Teraz musze tylko czekac..

I lost my mind one more time..

Thursday, 9 December 2010

Lolol big the end

Zwolnili mnie z arvato ;D.. ja wiem, ze to nic smiesznego, dla mnie to byla kwestia czasu ;p. Jako powod podali brak wynikow ;p.

Podsumowujac:
- zaczelam tam prace 1.06.09 a skonczylam 8.12.10.
- prawie 1,5 roku.
- przepracowalam na lacznie 4 projektach.
- ani razu awansu, bez jego mozliwosci.
- poznalam pelno spoko wiary.

Ciesze sie, ze w koncu zakonczyl sie ten zanudzialy okres mojego zycia :D

Tuesday, 7 December 2010

dzien zuo - no. 7

Juz 7 grudnia :L.. A ja oprocz dlugow to nic w tym roku nie zrobilam. No ok, zaczelam robic layouty. I normalnie bede pierwszy raz na sylwestra sama od kiedy w ogole zaczelam sie umawiac z kolesiami :P. Masakra :D.. I chyba normalnie spedze sylwestra w domu :L.. Ale jak juz bym miala siedziec w domu, to musze sie dobrze przygotowac :P. Jest kilka jeszcze innych opcji, ale to takie jakby nieistotne. Ja nawet nie wiem czy chce spedzac z kimkolwiek wchodzenie w nowy rok. Co roku spedzam z kims i co roku jest ta sama sraczka. Moze raz spedze sama (hehe tak jakby w ogole te cale powiedzenia mialy cokolwiek wspolnego z rzeczywistoscia :P) i w koncu cos sie zacznie dziac.

Tak, nic sie nie zmieni jak sama tego nie zmienie. Juz i tak zrobilam kilka postepow w tym roku. Stalam sie bardziej asertywna i mam wyjebane. Kiedys jeszcze dbalam o cokolwiek z kimkolwiek, a teraz najlepsze jest jak nikt sie nie wpierdala i nie zaczepia.

I sie tak zastanawiam czy kiedykolwiek robilam postanowienia noworoczne.. W sumie co z tego jak jestem nieregularna i niestystematyczna. Nawet nie umiem jesc witamin codziennie (biore 3 dni a pozniej zapominam pomimo przypomnien w komorce czy gdziekolwiek).. Jedyne co to wiem, ze jak juz cos zrobie to zrobie to dobrze, szkoda tylko, ze tak malo robie :P.

I jutro chuj z dnia w ogole, chuj dnia, i albo dzien bez chuja - jakiekolwiek - prawdziwe. Jak i kurde ostatnie tygodnie. Zmiana takich rzeczy nie nalezy ode mnie. Ale juz to zmieniam. Teraz bedzie zalezalo ode mnie i mam wyjebane (bardzo jestem dobra w posiadaniu wyjebania) na tych dziwnych ludzi, co wiecej gadaja a jak przychodzi co do czego to nagle sie nie znaja :D. I jak pozniej milo jest im to wygarnac w twarz. Jak takie male zwierzaki chowaja sie w sobie.

Saturday, 4 December 2010

Pamietniki - po to sa!

Tak, ja pisze pamietniki od kiedy mam neta :D. Dzisiaj sobie poczytalam wpisy z bloga z 2007 roku i dalej.. Hahah, ja nie wiem czy sie ciesze, ze juz nie mam AZ tak poswirowanego zycia, czy po prostu pisze tu za malo..

Tak czy siak ile sie rzeczy sprawdzilo, ktore juz wczesniej zauwazylam! Zostane wrozka, bede dzialala spontanicznie, ale jesli cokolwiek zbije mnie z tropu za pierwszym razem to znaczy, ze to dobrze i nie powinnam dalej brnac w temat ;>..

No i jakies stare historie, ktore w ogole juz totalnie mi wylecialy z glowy. I czytalam tez o tym jak bardzo bylam w sobie zakochana, a jak sie duzo zmienilo od tego czasu. Przypomnialam sobie jakie to uczucia i jak zrobic by znow dzialo sie tak jak chce. By slowo 'smutek' na zawsze wykreslic ze slownika..

BYLYLYLY!!! xD