Monday, 1 August 2011
connection lost
Zaczal sie sierpien. Deszcz zmywa resztki zludzen o lepszej pogodzie i o tym, ze pojade na ten dziwny woodstock. Sa 2 powody dla ktorych chcialabym jechac: prodigy i jedzenie krisznowcow.
Jak pomysle, ze wydalam juz cala kase z sierpniowej wyplaty to slabo mi. Chyba za malo zarabiam - przynajmniej za malo do poziomu zycia, ktorym lubie zyc. Kupuje drozsza paste do zebow niz przeznaczam na jedzenie w ciagu tygodnia.. kremy, kosmetyki i inne - by sie dobrze czuc. I to sie zwraca w postaci, chwilami, euforycznie dobrego samopoczucia.
Skonczenie z imprezowaniem, wiecznym piciem i drogimi zabawami, ktore wczesniej wydawalo sie niemozliwe, stalo sie zbawieniem. Ciesze sie, ze w wieku 23 lat 'ogarnelam sie' na tyle, by moc isc do przodu.
Ciesze sie, bo maluje sie cos nowego i juz widze dobrze dobrane kolory - obraz bedzie dobry. No i nadal wierze, ze w sierpniu wyjdzie slonce i ten 'ostatni' wakacyjny miesiac bedzie zacny.
I z jednej strony ubolewam, ze dla mnie beztroski - wakacyjny okres zycia sie juz skonczyl, ale nie zamienilabym mojego obecnego stanu rozwojowego na zaden inny etap mojego zycia. I will do it and I do it well.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment