Byl 7my. 7.1.11.
Byl sylwester numer 2.
Ten rok, jakkolwiek zaczal sie ciekawie. 3x3 daje juz 9 dni. Wiecej dni jak narazie jestem pijana niz trzezwa, fajek w sredniej spalilam po paczke dziennie. Nawet na kacu pale jak smok w wilczym mlynie.. Totalnie zle. Niezdrowo.
Pomijajac fakt doslownych dopalaczy, po ktorych 2 dni bylam rozpalona jak piecyk w srodku zimy, i akcje bardzo dziwne, w tym szczerosc, milosc, nienawisc i seks.. wszystko jednej nocy zaserwowane przez menu umyslu ludzi, ktorzy starali sie byc calkiem QL do sytuacji, ktorej juz nikt nie ogarnial. I tak narodzila sie kolejna faza zupelnej demoralizacji. Nowa fraza, do ktorej bede wykorzystana, a wczesniej bez 'nazwy' sprawialam sie calkiem dobrze. Wing. Nie brzmi to jak desperacja. Brzmi more like fun. I tak wlasnie zrobie. To przeciez tytul przewdoni tego roku.
Sunday, 9 January 2011
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
też miałam 2 sylwestry :D i zrobiłabym jeszcze kilka :D
ReplyDelete