Tuesday, 5 April 2011

I took my power in a hand

Dziwne sytuacje, krok, krok. Stop. I doszlo do tego, ze nic nie pisze. Jest plus taki, ze wiecej tworze w photoshopie. Rozwijam sie troszke w innych kierunkach, jestem z tego zadowolona, ze zaczelam dzialac. Oczywiscie, ze sa sytuacje, gdzie mam dola i nic mi sie nie chce. Tak zazwyczaj wygladaja weekendy.

Jak patrze na ilosci notek w danych miesiacach - w tym roku raptem srednio po 2 na miesiac. A juz kwiecien (jezu, juz kwiecien!) czas leci zbyt szybko, nawet nie wiem kiedy sie weekend skonczy a tu nagle wtorek czy sroda i znow sie konczy niedziela. Kiedy to mija? Dni przeciez sa coraz dluzsze. Po pracy, po 17 zaraz jestem w domu a tu nagle 21.. Tyje, tyje, siedze w domu, czuje, ze cos mnie znow omija. W sumie zaczelo sie to od czasow gdy zaczelam spotykac sie z pewna osoba, spotykam sie z nia do dzis praktycznie codziennie (albo ponaddziennie). Skonczylam z braniem dziwnych srodkow, prawie nie pije alkoholu. Brakuje mi czegos, jakiegos pierdolniecia, nie chcac mowic, ze swiezej krwi? Przeciez to chore znow tak szybko. Moze powinnam isc na spacer, zmienic diete (o to by sie przydalo, bo jak nie mam kasy jem same tanie, syntetyczne i chemiczne zupki, jak mam kase to pizze i czipsy-mordercy razem z czekolada..)..

Siedzac sama w pokoju sie zastanawiam co sie dzieje, nie lubie takiego stanu - bezsensownosci. Nie chodzi o brak zajec - bo tych mam nawet w nadmiarze, caly czas cos nowego znajduje do roboty. Chodzi o jakies psychiczne dziwne stany, bo jak nagle jest spokoj i cisza i serio bardzo fajnie to wydaje mi sie to jakies podejrzane, jak cisza przed burza, albo mam wrazenie jakbym o czyms nie wiedziala. Tak wiec siedze sobie wieczorami - oczywiscie gdy jestem sama - i rozkminiam co tu los znow knuje..